Powtórka ...ale samotnie na jeziorze Górnym

Niedziela rozpoczęła się od małych zawirowań z czasem. Zmiana czasu zimowego na letni sprawia, że część zegarów samoczynnie się przestawia inne trzeba przestawić ręcznie. Oczywiście domownicy gubią się w tym wszystkim. Wyjechałem na jezioro mniej więcej o tej samej porze, co wczoraj. Czekałem na łódce na kolegów, którzy awizowali swoje towarzystwo, niestety, jak się okazało, na próżno. Jezioro przywitało mnie niezmąconą taflą wody. 



Lubię łowić na takiej wodzie, gdzie widać każde wychylenie, drgnięcie i ruch spławika. Wpatrywanie się kilkugodzinne w jeden punkt dla nie wędkarzy jest bardzo niezrozumiałe. Ja i wielu innych twierdzimy, że taki widok jest ..piękny.



Ryba brała dzisiaj trochę mizerniej, ale za to złowiłem kilka ładniejszych płoci. Niby dzień jak wczoraj a brania zupełnie inne, delikatne i wymagające dużego skupienia.



Po zważeniu wyświetlacz wagi wskazał 3,3 kg. 



Ciepło już było bardzo, niektórzy porozbierali się "do rosołu". W drodze powrotnej odwiedziłem na miejscówce Grzesia; opalał się w najlepsze, łącząc to również z łowieniem płoci. Efekty podobne do moich...




Natura wokół jeszcze bardziej "krzykliwa" niż wczoraj. Kacze awantury, bitwy samców o względy płci przeciwnej, dobieranie się w pary- to wszystko dzieje się wokoło i jest co obserwować.



Zajrzałem jeszcze na naszą zatokę, gdzie przed łódką przepłynął mi majestatycznie lin. Chciałem zobaczyć, czy są klenie w ujściu rzeki, ale niestety jeszcze pusto. Zbliżała się pora obiadu to i ja nakierowałem dziób łodzi w stronę portu.



A to taki mały przepis na wędkarską kolację:
1. Piwo musi być zimne i najlepiej ulubione.
2. Ryba gorąca, prosto z patelni.
3. Jeżeli towarzystwo to...doborowe.


Pozdrawiam - Janusz

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Reakcja na zimę...spóźniona

Rurzyca czy Piława? wędkarski dylemat.

Czyżby koniec sezonu...?