Sezon trwa, bez początku i końca

 Ktos mnie kiedyś zapytał, kiedy kończymy sezon wędkarski. Przez kilka poprzednich lat z powodu braku zimy, a szczególnie pokrywy lodowej na jeziorach, to zaczynaliśmy w ...marcu. W tym roku to zaczęliśmy już w styczniu /kilka fotek przesłałem telefonem/. Do napisania tych paru zdań skusił mnie fakt, iż pojechaliśmy w trójkę. Wybraliśmy się nad jezioro Górne ale z "innej" strony, byliśmy tam już wcześniej, "dziury" zakarmione więc duża nadzieja na brania ryb.Poprzednio na jeziorze były pustki, ogrom bezludnej białej puski. Tym razem parking pełny...


Duży gwar był też w powietrzu, naliczyłem trzy klucze przelatujących łabędzi krzykliwych /myślałem że to żurawie, ale Roman stanowczo stwierdził, że to łabędż krzykliwy/ Przelatywały nad nami wysoko wiec uchwycenie ich było problemem /przepraszam za jakość zdjęcia/.


Roman pierwszy "dorwał" się do świdra /zresztą niósł go całą drogę/ i wywiercił swoją "autorską", leszczową dziure w lodzie. Jest to trochę pracy, bo lód ma ok. 30 cm.


Ja łaziłem po lodzie szukając wcześniej wywierconych otworów, zawsze to łatwiej😁. Oczywiście w rozpiętej kurtce /może sie trochę "zbiegła się w praniu", chociaż Gruszka mówi, że "za duży brzuch"/.ale najważniejsza jest fajna pogoda i zdrowe powietrze. 


Gruszka rozpoczął od swoich "procedur". Oczywiście jak zwykle na pierwszym miejscu jest kubek gorącej kawy, później dopiero przygotowanie sprzętu i łowiska.


U Romana wszystko jest przemyślane i "zwymiarowane" /wiaderko na krawędzi ma ponacinaną gąbkę na położenie wędzisk ,które również są dobrane długością. Kilka wędzisk chronionych tubami z gąbkowej izolacji, do siedziska dorobione pasy aby wygodnie nosić go na plecach/. Cały i "niepowtarzalny" Kruk...👍👍👍


Za plecami i wokoło taki widok...Nie ma o czym pisać, chyba, że o ciszy. Wspaniałe miejsce do...przemyśleń. Polecam...😁😁😁


Okrzyk "mam", Gruszka pierwszy złowił ładną płoć, uśmiech mówi wszystko. W nas wstąpiła nadzieja, i jak to w przysłowiu, że "umiera ostatnia" okazało się,  że była to jedyna ryba tej naszej wyprawy. No cóż, Gruszka królem polowania ...BRAWO👋👋👋


Słońce nad nami kilkakrotnie wyskakiwało z szarych chmur na kilka minut. Bardziej przpominało poranny księżyc, ale ...cieszyło.


Wpadłem do Gruszki na łyk jeszcze ciepłej kawy, trochę wymiany opinii na temat braku brań i zgody że "będzie lepiej"


Zaczął prószyć śnieg i podwiewać wiatr, czas było powoli myśleć o powrocie.


Roman stwierdził, że gdyby nie ten podlodowy świder to ta fotka dokumentowałaby spotkanie  przyjaciół w ogródku ...sanatorium.😂😂😂


Pozdrawiam-Janusz

Komentarze

Prześlij komentarz