Posty

Sezon trwa, bez początku i końca

Obraz
 Ktos mnie kiedyś zapytał, kiedy kończymy sezon wędkarski. Przez kilka poprzednich lat z powodu braku zimy, a szczególnie pokrywy lodowej na jeziorach, to zaczynaliśmy w ...marcu. W tym roku to zaczęliśmy już w styczniu /kilka fotek przesłałem telefonem/. Do napisania tych paru zdań skusił mnie fakt, iż pojechaliśmy w trójkę. Wybraliśmy się nad jezioro Górne ale z "innej" strony, byliśmy tam już wcześniej, "dziury" zakarmione więc duża nadzieja na brania ryb.Poprzednio na jeziorze były pustki, ogrom bezludnej białej puski. Tym razem parking pełny... Duży gwar był też w powietrzu, naliczyłem trzy klucze przelatujących łabędzi krzykliwych /myślałem że to żurawie, ale Roman stanowczo stwierdził, że to łabędż krzykliwy/ Przelatywały nad nami wysoko wiec uchwycenie ich było problemem /przepraszam za jakość zdjęcia/. Roman pierwszy "dorwał" się do świdra /zresztą niósł go całą drogę/ i wywiercił swoją "autorską", leszczową dziure w lodzie. Jest to troc...

Reakcja na zimę...spóźniona

Obraz
Przyszła zima w...grudniu😁😁. Rozpieściła nas natura przez kilka ostatnich lat, to i wiadomości telewizyjne, co niektórzy oglądali z niemałym zdziwieniem. O matko!!! pada śnieg, jest ślisko, zasypany dworzec w Mławie. Koniec świata...w styczniu!!! Dobrze, że my jesteśmy z roczników pamiętających nie takie zimy. W każdym roku, na jego przełomie przewracamy łódkę, aby "wyschła", zabieramy akcesoria /do napraw, aby nie zginęły/. Gdy delikatnie zauważyłem, że "może by tak..." to usłyszałem "jeszcze mamy czas...". No i przyszedł mrozik, taki ok.10* i już ustalaliśmy krótko czas reakcji. A gdy skręcaliśmy z naszej "krajówki", zauważyliśmy... różnicę😀 Szczególnie zauważył ją niezawodny kolega Roman, wioząc nas swoim 4-napędowym suvem. Pozytywnie  to odczuliśmy,  przebijając się później po leśnych drogach . No to do roboty, silna ekipa: Roman przebieral się jeszcze w samochodzie, Gruszka i z tyłu najstarszy z nas /osiemdziesięciolatek/kolega Grześ, peł...

Czyżby koniec sezonu...?

Obraz
 Ostatnim razem przyjechaliśmy nad jezioro trzy albo cztery dni po niewielkich mrozach i była to najkrótsza nasza wyprawa. Tafla jeziora skuta lodem, co z tego , że nie miała nawet 1 cm grubości, to całkowicie uniemożliwiała pływanie i łowienie. Uśmialiśmy się z siebie, osłodziliśmy sprawę ...cukierkiem i "w tył na lewo"😁😁. I tak minął tydzień i nie daliśmy za wygraną, Gruszka stwierdził autorytarnie, że lodu nie będzie, ja się nie sprzeciwiałem /będzie  jego wina😂/. Jak zwykle sprawdzenie pogody, wbicie się w ciuchy "zimowe", kilkanaście kilometrów mglistej drogi i gdzieś około godziny 9 zameldowaliśmy się nad brzegiem. Lodu nie było...uff !!! - ulżyło 😀. Widok jeziora przyspieszył nasze "procedury" tzn. Gruszka zajął się samochodem i przyczepką /parkowanie, zabezpieczenie itp/ ...ja przygotowywałem łódkę do wypłynięcia. Jezioro = marzenie, woda spokojna, kilka stopni powyżej zera, nikogo na wodzie /podobno trudno znależć takich jak my ...wariatów/. C...

Przysłowiowy "dzień konia", upss!!...szczupaka

Obraz
 Mieliśmy ze Zbyszkiem sporą  /jak dla nas/ przerwę w pływaniu i łowieniu, z róznych powodów których...nie wymienię, bo i po co😁 Ale co tu dużo mówić, tęskniliśmy. Przyszła jednak sobota /najlepszy dzień "dziadkowy", bo wypadają obowiązki wobec wnuczek/ prognoza pogody "jesienna". Zbyszek zaproponował zmianę godziny na 6 no i punkt dla niego. Poniżej kilka zdjęć których pojedynczo nie będę opisywał, ale były robione w czasie pierwszej godziny naszego łowienia. To taka mała odpowiedż dla tych , co my widzimy w tym wędkarstwie, trzeba jeszcze wstawić odgłosy ptaków itp. Niestety najlepiej to zobaczyć "na żywo" /i  stanąć nad brzegiem jeziora w mglistą i zimną noc😂😂😂/. No i jestesmy na naszym pierwszym , bardzo obiecującym łowisku. Jeszcze po drodze Gruszka miał "spod liścia" grążela takiego młodego 55cm /aparat wyciągamy po 60 tce/nagle nisko nad naszymi głowami przeleciał "prawie nasz przyjaciel" łabędź. Albo się chciał przywitać, al...

Dwie identyczne wyprawy ?

Obraz
Zbyszek wrócił po kilkunastu dniach z Anglii, i chyba zgadniecie, o czym rozmawialiśmy  zaraz po jego powrocie. Oczywiście było kilka zdawkowych zdań o jego pobycie u rodziny i moich opowiadaniach, co się działo u mnie na "podwórku". Później temat zszedł na jak najszybciej możliwą wyprawę na drapieżniki. Padło na poniedziałek, 5, 30 wyjazd, rozpakowanie, wodowanie łódki w całkowitych ciemnościach i czekanie na wodzie na nadchodzący świt. Ja o 11 musiałem być w domu, więc czasu mieliśmy mniej niż zwykle. Jak zwykle też żaden drapieżnik nie współpracował , to szybko w dłoniach miałem okoniówkę. Zbyszek tradycyjnie i konsekwentnie rzucał cięższymi gumami i to przyniosło mu szczupaka 63 cm, ja zaś niestety kilka okoni. I to w wielkim skrócie o poniedziałku, relacyjki ze zdjęciami nie zamieszczałem , bo jakoś były pilniejsze zajęcia. Ale życie jest przewrotne... Umówiliśmy się na wyprawę w piątek, godzina identyczna , zimno i mgła na wodzie, jak na poniższym zdjeciu. "Oczekiw...

Krótko, ale...treściwie

Obraz
Mój towarzysz wędkarskich wypraw wybrał się do rodzinki w Anglii / z przesłanych fotek, coś tam dłubie, ale zbiera również ogromne ilości grzybów....oczywiście żartowałem/. Kilka wypraw na białą rybę tylko podładowało pragnienie wzięcia w dłonie spiningu. Okazja nadarzyła się w poniedziałek, wymagało to kilku uzgodnień z ...Marylą i wnuczkami. Wszystko odbyło się pozytywnie i wczesnym rankiem robiłem już fotkę zamglonego, zimnego, ale ulubionego jeziora.  Łowiłem dzięki zaproszeniu przez kolegę Mirka, któremu zawdzięczamy "dzierżawę" łódki. Mirek pływa zresztą na identycznej. Sprawdzona, niezła konstrukcja, dorobilismy ze Zbyszkiem kilka udogodnień /bloczki, uchwyty i wzmocnienie burty/ i pływa się fantastycznie. Na zdjęciu kolega już w zimowych ciuchach, ja zresztą też. Wyjeżdżaliśmy  przy 4 stopniach, do tego zimna, oblepiająca wszystko mgła. Brrrr.... Założyłem na początek gumę , zwaną na naszej łodzi "pomarańczem" i długo nie czekałem na pobicie. Było takie ...